*Jak się bawić, to się bawić*

August 29th, 2010

 

Gdy zaczęliśmy studia okazało się, że ogień w mieszkaniu jest zawsze pretekstem do dobrej zabawy. Albo wylatujące z 9 piętra wieszaki i Cicero w windzie. Potem z biegiem lat doszliśmy do wniosku, że o udanej imprezie decyduje stopień upicia Halszki. Od wczorajszo-dzisiejszego party wyznacznikiem jest zalany Johnnym Walkerem laptop Wielkiego Wizjonera. Pan Dziwny zawstydził Cycerona i Halszkę. Następnie załamał łapy i bił się w chrapy wołając gromu, ażeby go dobił albo przynajmniej ofiarował mu sznur, na którym mógłby dokonać żywota. Drogi Czytelnik mógłby pomyśleć, że był to jedynie przejaw wrodzonej egzaltacji naszego bohatera. Spieszę wyjaśnić, że rozpacz została spowodowana faktem, iż to był już drugi laptop, który padł z ręki Pana Dziwnego w tym tygodniu… A to feler! I nawet uśmiechnięty Wielki Wizjoner i jego: „Spoooooko!” nie był w stanie podnieść na duchu pogromcy Asusa. Także próby obciążenia współbiesiadników na nic się zdały. A przecież współwinny był sam gospodarz, bo postawił lapka na niestabilnym stoliku. Dalej Pan M., który akurat przerwał swoją podstolikową drzemkę i sobie poszedł, przez co nie zamortyzował upadku laptopa, oraz nie był wsiąknął w siebie Johnny’ego Walkera, który miast tego wsiąknął w komputer. Następnie Pan S., który postawił swojego drina na chybotliwym stoliku tuż koło lapka też ponosi odpowiedzialność. I w końcu Halszka, bo to jej urodziny świętowaliśmy. (Co z tego, że wcześniej nie wiedziała, że będziemy świętować. Prezent dostała? Dostała, więc niech się poczuwa.)

Nie ma to jak luzackie spotkańska u Wielkiego Wizjonera. Pan Dziwny podniósł wysoko poprzeczkę. Następnym razem będziemy musieli skasować brykę naszemu Prawdziwemu Gospodarzowi. Choć trzeba wspomnieć, że Halszka wczoraj była blisko;) a ja byłabym współwinna, bo pozwoliłam jej prowadzić moje auto na posesji WW. A Halszka była pod lekkim wpływem i ostatni raz za kierownicą siedziała 7 lat temu na swoim egzaminie na prawo jazdy. No ale to były jej urodziny, to jak mogłam jej nie pozwolić?

Wracając do poprzeczki – na następnej imprze u Wielkiego Wizjonera rozwalimy mu samochód. Potem spalimy biznes. Na końcu wysadzimy chatę w powietrze. Jupi!:)

 

W FOTOGRAFICZNYM SKRÓCIE:

Halszce z okazji urodzin życzyliśmy stu lat samotności...

 

Dostała także depresyjną muzę do posłuchania, gdy będzie jej za dobrze...

 

Jolanta ponadto ofiarowała jej tego uroczego psa, w kształcie węża...

 

Regina swój speech rozpoczęła długim i przenikliwym "yyyyyyyyyyyyyyyyy"....

 

Następnie się stuknęliśmy...

 

Kilka godzin później WW przystąpił do reanimacji swojego laptopa...

 

Było, było:)

 

 

Re

SOGNO 2010-08-29 16:08:20

August 29th, 2010

..gdy niespełna 7 lat temu rozpoczynałam terapię dla DDA (dorosłych dzieci alkoholików) nie zdawałam sobie sprawy, że oto rozpoczyna się największa przygoda w moim życiu.. i mimo, że pracę z terapeutą zakończyłam po 2 latach terapii, wszystko we mnie wciąż buzuje, wciąż się zmieniam, i wciąż idę do przodu, do gwiazd i marzeń,

każdy dzień to nowe wyzwanie, i pokonywanie siebie, i swoich słabości, jestem w fajnym momencie życia, mam fantastyczną rodzinę, robię to, co kocham..

i mimo, że wiem, że w każdej chwili moje życie znów może okazać się niemiłą niespodzianką, to paradoksalnie te niespodzianki i pokonanie ich, są moją największą siłą, i może właśnie, dlatego, że wiem, że wszystko może się zdarzyć, i nie mam na co czekać, żyje mi się teraz łatwiej, łatwiej podejmuje decyzję, idę do przodu.. ;)

i wbrew wszystkiemu, to poważna choroba Mai pozwoliła mi spojrzeć na wszystko inaczej, dostrzec znów to, co najważniejsze i godne uwagi, pozwoliła mi na uważność, na spokojne zapatrzenie na świat i ludzi, na dowartościowanie wszystkiego, co naprawdę ważne, nie obrażam się już na życie i swój los, chcę żyć w końcu pełnią, bez obaw i strachu o jutro,

bo tak naprawdę mój wpływ na to, jak będzie wyglądał każdy następny dzień, jest niewielki, bo każdy to niespodzianka, to czekoladka z nadzieniem w papierku, rozpakowuję ją z nadzieją powoli, każdego dnia rano..

i budzę się, i uśmiecham do moich dzieci, i cieszę się bardzo, że mogłam to zrobić kolejny raz..

 

refleksje na urodziny.. ;))

Parada Labradorów,Warszawa Singera,Mechiko ra,ra,ra(doczekała ja sję!) i wiele innych atrakcji:

August 29th, 2010
Byliśmy na Paradzie Labradorów,Sońka obraziła się na Dj-a,wzięła Figa i pojechała do domu,a my zahaczyliśmy o singerowską część Warszawki-Próżna

Niedziela,nie-dziela,nie działać!

August 29th, 2010
NIEDZIELA(

Tytuł zastępczy

August 28th, 2010


Pasterka

August 28th, 2010

Jeszcze jedno wspomnienie z Gór Stołowych, tuż spod schroniska w Pasterce (polecam).

Moje normalne życie(podomież z s.m.)

August 28th, 2010
Sobota,wstaję więc o...12.

Wczorajsza rozmowa.

August 27th, 2010
Wczoraj gdy rozmawialiśmy wieczorem na gg to nie chciałem by doszło do niepotrzebnych spięć, kłótni, zgrzytów, smutków. Sama dobrze wiesz, że nie lubię gdy tak się dzieje, a jeszcze jak jesteś w Hiszpanii to już całkiem...

Nocna niespodzianka(?) ;)

August 27th, 2010
Siedząc przy komputerze i myśląc by iść się kąpać postanowiłem coś napisać do Ciebie

*Mąż wrócił*

August 27th, 2010

Owszem doczekacie sie relacji z wieczoru i wesela bo takiego wieczoru i takiego wesela sie nie zapomina, ale na razie musze uporac sie z wszechogarniajacym powyprowadzkowym i poprzeprowadzkowym bałaganem, jaki panuje w moim mieszkaniu. Czasem, kiedy udaje mi sie odnalezc w tym całym syfie komputer, używam go tylko do naciskania przycisku POWER OFF.

Poza tym mam problem z Powiatowym Urzędem Nieudaczników zwanym też PUPem, który nie chce mnie przyjąć (nawet w pupie mam przesrane, nie? :))))

Poza tym, mąż mnie absorbuje.

I poza tym nie mam mebli w kuchni, więc nie gotuję, wiec nie jem, wiec nie mam siły pisać.

Poza tym trzeba malować ściany.

ja pierdole...

 

JOL>


burmistrz miedzyrzecz sarbinowo szkolenia Fotografia ślubna Rzeszów wciagniki