Gdy zaczęliśmy studia okazało się, że ogień w mieszkaniu jest zawsze pretekstem do dobrej zabawy. Albo wylatujące z 9 piętra wieszaki i Cicero w windzie. Potem z biegiem lat doszliśmy do wniosku, że o udanej imprezie decyduje stopień upicia Halszki. Od wczorajszo-dzisiejszego party wyznacznikiem jest zalany Johnnym Walkerem laptop Wielkiego Wizjonera. Pan Dziwny zawstydził Cycerona i Halszkę. Następnie załamał łapy i bił się w chrapy wołając gromu, ażeby go dobił albo przynajmniej ofiarował mu sznur, na którym mógłby dokonać żywota. Drogi Czytelnik mógłby pomyśleć, że był to jedynie przejaw wrodzonej egzaltacji naszego bohatera. Spieszę wyjaśnić, że rozpacz została spowodowana faktem, iż to był już drugi laptop, który padł z ręki Pana Dziwnego w tym tygodniu… A to feler! I nawet uśmiechnięty Wielki Wizjoner i jego: „Spoooooko!” nie był w stanie podnieść na duchu pogromcy Asusa. Także próby obciążenia współbiesiadników na nic się zdały. A przecież współwinny był sam gospodarz, bo postawił lapka na niestabilnym stoliku. Dalej Pan M., który akurat przerwał swoją podstolikową drzemkę i sobie poszedł, przez co nie zamortyzował upadku laptopa, oraz nie był wsiąknął w siebie Johnny’ego Walkera, który miast tego wsiąknął w komputer. Następnie Pan S., który postawił swojego drina na chybotliwym stoliku tuż koło lapka też ponosi odpowiedzialność. I w końcu Halszka, bo to jej urodziny świętowaliśmy. (Co z tego, że wcześniej nie wiedziała, że będziemy świętować. Prezent dostała? Dostała, więc niech się poczuwa.)
Nie ma to jak luzackie spotkańska u Wielkiego Wizjonera. Pan Dziwny podniósł wysoko poprzeczkę. Następnym razem będziemy musieli skasować brykę naszemu Prawdziwemu Gospodarzowi. Choć trzeba wspomnieć, że Halszka wczoraj była blisko;) a ja byłabym współwinna, bo pozwoliłam jej prowadzić moje auto na posesji WW. A Halszka była pod lekkim wpływem i ostatni raz za kierownicą siedziała 7 lat temu na swoim egzaminie na prawo jazdy. No ale to były jej urodziny, to jak mogłam jej nie pozwolić?
Wracając do poprzeczki – na następnej imprze u Wielkiego Wizjonera rozwalimy mu samochód. Potem spalimy biznes. Na końcu wysadzimy chatę w powietrze. Jupi!:)
W FOTOGRAFICZNYM SKRÓCIE:
Halszce z okazji urodzin życzyliśmy stu lat samotności...
Dostała także depresyjną muzę do posłuchania, gdy będzie jej za dobrze...
Jolanta ponadto ofiarowała jej tego uroczego psa, w kształcie węża...
Regina swój speech rozpoczęła długim i przenikliwym "yyyyyyyyyyyyyyyyy"....
Następnie się stuknęliśmy...
Kilka godzin później WW przystąpił do reanimacji swojego laptopa...
Było, było:)
Re

